Uśmiechnęłam się, oparłam się na fotelu i wróciłam do pracy. Takiego szczęścia życzyłbym każdemu.
piątek, 1 maja 2026
Podparłam się ramieniem, uzupełniając rzeczy w pracy. Obok siedziała znajoma. Nagle zadzwonił telefon - to był jej mąż. Lekko na nią spojrzałam i sama z siebie się uśmiechnęłam. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego spokojnego, ciepłego związku. Rozmawiali zwyczajnie. Padło pytanie, co ma przygotować na obiad. Odpowiedziała: ogórkową. Siedziałam obok i dalej się uśmiechałam, trochę mimowolnie. Zauważyła to i z takim lekkim, przyjaznym tonem zapytała: „No co?” Odpowiedziałam tylko: „Fajnie tak…”
Nikt nigdy tak naprawdę nie słuchał tego, co mam do powiedzenia.
Słuchali siebie swoich myśli, swoich interpretacji. Mnie… nie słyszeli.
I może właśnie stąd brały się wszystkie nieporozumienia. Z tego, że mówiłam jedno, a ktoś i tak rozumiał coś zupełnie innego.
Z czasem zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Jakby to była norma, coś wpisanego we mnie od zawsze.
Może tak miało być. A może po prostu zawsze byłam trochę niesłyszalna.
Słuchali siebie swoich myśli, swoich interpretacji. Mnie… nie słyszeli.
I może właśnie stąd brały się wszystkie nieporozumienia. Z tego, że mówiłam jedno, a ktoś i tak rozumiał coś zupełnie innego.
Z czasem zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Jakby to była norma, coś wpisanego we mnie od zawsze.
Może tak miało być. A może po prostu zawsze byłam trochę niesłyszalna.
Czasami są takie dni, kiedy jesteś po prostu zwykła.
Nie szczęśliwa, nie zła ,a gdzieś pomiędzy.
Trochę zawiedziona. Trochę bardziej szczera ze sobą. Trochę bardziej smutna.
Takie dni jak dzisiaj. Kiedy jesteś w stu procentach sobą.
Nie udajesz na siłę, że wszystko jest dobrze. Nie zmuszasz się do uśmiechu.
Jesteś zwykła. Prosta. Taka… o.
I może właśnie w tym jest najwięcej prawdy.
Nie szczęśliwa, nie zła ,a gdzieś pomiędzy.
Trochę zawiedziona. Trochę bardziej szczera ze sobą. Trochę bardziej smutna.
Takie dni jak dzisiaj. Kiedy jesteś w stu procentach sobą.
Nie udajesz na siłę, że wszystko jest dobrze. Nie zmuszasz się do uśmiechu.
Jesteś zwykła. Prosta. Taka… o.
I może właśnie w tym jest najwięcej prawdy.
znikanie i niedopowiedzenia, ukrywanie się , w tym byłam najlepsza, najlepsza - najgorsza, czasami tak już się dzieje, nawet samo z siebie, nadmiar bodźców, wszystko mnie przytłaczało, sama siebie też przytłaczałam, taka już byłam, ciężka, nawet sama dla siebie - trudna, po prostu trudny zawodnik, kto by to zniósł ?
Nie byłam z tych dziewczyn, które pierwsze się wyrywają. Nawet jeśli chciałam być bliżej ludzi, to nie potrafiłam się „wcisnąć”, żeby spędzić z kimś czas. Coś mnie zawsze powstrzymywało. Może to przez to, że wiele razy czułam się odrzucona. A może dlatego, że często miałam wrażenie, że moja obecność nic nie wnosi - że nikt jej tak naprawdę nie potrzebuje.
może lepiej było jak się nie wychylałam, jakbym nie żyła, jakby mnie nie było, funkcjonowała sobie po cichu, byłam ale mnie nie było rozumiesz ? robiłam to co musiałam, wracałam do domu i spała, po co mi to wszystko, na co mi to było, może tak było najlepiej, poddać się, najłatwiej, falować, dryfować, być na tym statku moim samemu, kiedy w którymś momencie oddalisz się od ludzi, nie jesteś w stanie wrócić, tak zostajesz, tak jest łatwiej, tak próbowałam sobie wmówić,
Subskrybuj:
Posty (Atom)