środa, 18 marca 2026
piątek, 31 października 2025
niedziela, 26 października 2025
piątek, 24 października 2025
niedziela, 19 października 2025
Śniłeś mi się dzisiaj,
jak odchodzisz sprzed dziesięciu lat,
twoje kroki wciąż echem w mojej pamięci,
a czas jak mgła przykrywa wszystko.
Twój cień przesuwa się między wspomnieniami, a ja stoję nieruchomo,
trzymając w rękach fragmenty rozmów, które nigdy nie miały się skończyć.
Śniło mi się, że wołałam cię na imię, ale wiatr rozwiał mój głos,
i choć minęło dziesięć lat, czuję twój dotyk w powietrzu.
Czas leczy rany, mówią ludzie,
ale noc przynosi twoją twarz,
i znów odchodzisz, a ja zostaję z pytaniem,
na które nigdy nie ma odpowiedzi.
Mało kto mówi o tym, że ludzie po trudnym dzieciństwie nie marzą o wielkich rzeczach.
Często chcą tylko mieć swoje miejsce na ziemi - dom, w którym mogą czuć się spokojnie,
i kogoś, kto ich nie zostawi.
Nie wszystkim chodzi o karierę czy pieniądze.
Niektórzy po prostu chcą wreszcie poczuć, że są u siebie i że mają kogoś, na kogo mogą liczyć.
Ludzie, którzy przez długi czas nie zaznali miłości - ani od rodziców, ani od nikogo bliskiego - noszą w sobie ciche rany, o których rzadko mówią. Ciężko im zaufać, ciężko otworzyć się przed kimś, bo ich własny umysł zbyt często powtarzał: „zostawią cię”, „nie jesteś wystarczający”.
A przecież problem nigdy nie był w nich - tylko w świecie, który nie potrafił dać im ciepła, jakiego potrzebowali. Wszyscy powtarzają: „pracuj nad sobą”, i to prawda, rozwój jest ważny. Ale chcę, żebyś wiedział, żebyś wiedziała - nie istnieje żadna definicja tego, kiedy, jak ani kto cię pokocha. Miłość nie przychodzi wtedy, gdy jesteś „naprawiony”. Nawet twoja najgorsza wersja zasługuje na to, by być kochaną.
niedziela, 12 października 2025
piątek, 10 października 2025
Nagle odechciało mi się jeść. Nie dlatego, że byłam najedzona, ani dlatego, że coś było nie tak z jedzeniem. Po prostu… przestało smakować. Wiedziałam, że obrażanie się na jedzenie nie ma sensu - przecież ono niczemu nie jest winne. To tylko ja, coś we mnie, co się zacięło. Kiedyś każdy kęs miał w sobie jakąś radość, obietnicę ciepła i spokoju. A teraz? Wszystko takie nijakie, jakby ktoś wyciszył smak życia. Może to właśnie przez życie - potrafi tak czasem przygasić apetyt, nie tylko ten na jedzenie, ale i na wszystko inne. Czasami za dużo problemów i zmartwień. Czasami po prostu wszystkiego jest za dużo - problemów, zmartwień, myśli, które nie chcą się uciszyć. Człowiek niby żyje dalej, ale w środku jakby trochę milknie.
czwartek, 9 października 2025
środa, 8 października 2025
wtorek, 7 października 2025
Nie byłam z tych dziewczyn, które pierwsze się wyrywają. Nawet jeśli chciałam być bliżej ludzi, to nie potrafiłam się „wcisnąć”, żeby spędzić z kimś czas. Coś mnie zawsze powstrzymywało. Może to przez to, że wiele razy czułam się odrzucona. A może dlatego, że często miałam wrażenie, że moja obecność nic nie wnosi - że nikt jej tak naprawdę nie potrzebuje.
W domu też nie było za wiele czułości. Nikt nie okazywał emocji, nie cieszył się z drobiazgów, nie doceniał małych sukcesów. Może to wszystko razem się na siebie nałożyło -mój charakter, ludzie, z którymi się trzymałam, i ta cicha depresja, która zawsze gdzieś tam była. Z natury byłam spokojna, choć czasami aż za bardzo nerwowa, zwłaszcza kiedy coś przeżywałam.
Wszystko odbierałam z podwójną siłą. Gdy kochałam albo naprawdę mi na kimś zależało, miałam wrażenie, że nigdy nie będę dość dobra. I wtedy wolałam się odsunąć. Wolałam cierpieć po cichu, niż ryzykować, że znów ktoś mnie odrzuci. Wiedziałam, jak to boli. Po co więc dokładać sobie więcej?
Znałam swoje korzenie. Wiedziałam, że moja rodzina ma swoje problemy. Ale mimo wszystko bardzo ich kochałam. Czy bałam się próbować? Może tak. Czy to tchórzostwo? Być może.
W domu też nie było za wiele czułości. Nikt nie okazywał emocji, nie cieszył się z drobiazgów, nie doceniał małych sukcesów. Może to wszystko razem się na siebie nałożyło -mój charakter, ludzie, z którymi się trzymałam, i ta cicha depresja, która zawsze gdzieś tam była. Z natury byłam spokojna, choć czasami aż za bardzo nerwowa, zwłaszcza kiedy coś przeżywałam.
Wszystko odbierałam z podwójną siłą. Gdy kochałam albo naprawdę mi na kimś zależało, miałam wrażenie, że nigdy nie będę dość dobra. I wtedy wolałam się odsunąć. Wolałam cierpieć po cichu, niż ryzykować, że znów ktoś mnie odrzuci. Wiedziałam, jak to boli. Po co więc dokładać sobie więcej?
Znałam swoje korzenie. Wiedziałam, że moja rodzina ma swoje problemy. Ale mimo wszystko bardzo ich kochałam. Czy bałam się próbować? Może tak. Czy to tchórzostwo? Być może.
Ale wtedy wydawało mi się, że inaczej po prostu nie potrafię.
"Za każdym razem jest we mnie ten ogrom zdziwienia
Czasem co przecieka przez oczy
Usta, palce
I nie ma we mnie pogodzenia, że
Rzeczy jak gdyby przestawały istnieć
A to malutkie jak gdyby jest tu tylko dla otuchy
Bo nie ma ich, jakby tu były na niby
I wciąż mi jest mało
I ponawiam prośby
Czasem co przecieka przez oczy
Usta, palce
I nie ma we mnie pogodzenia, że
Rzeczy jak gdyby przestawały istnieć
A to malutkie jak gdyby jest tu tylko dla otuchy
Bo nie ma ich, jakby tu były na niby
I wciąż mi jest mało
I ponawiam prośby
Co kiedyś zdawały się skromne
Pozwól nam dotrwać do końca zimy
Ostatni raz ujrzeć wiosnę
I choć spełniłeś mą prośbę
bezczelnie ponawiam ją ciągle
To grzech, to źle
Lecz wiem że rozumiesz to dobrze
Bo wszystko co przyszłe przeszło tak nagle
A wszystko co przeszłe, wydaje się martwe
I pewnie dlatego nie mógł się za siebie oglądać Orfeusz
A jednak to zrobił
I chyba wiem czemu
Że nie spotkamy się już
Jedyne czego się boje"
poniedziałek, 6 października 2025
Nikt nie chciał być ze smutną osobą. Przerabiałam to już wiele razy – ludzie nie radzą sobie, gdy ktoś obok jest smutny. Łatwiej jest udawać, że jest się szczęśliwym. Wtedy wszyscy chcą być w twoim towarzystwie, nie wiedząc, jak naprawdę się czujesz. Wtedy sprawiasz mniej problemów, a proste rzeczy stają się łatwiejsze do pojęcia.
Dzień tak szybko jak nie chciałam żeby się zaczął, zdążył nadejść i w mgnieniu oka już minąć. A moje serce dalej bolało, oczy mi się szkliły, jedyne co pozostało z kolejnej straty, to puste miejsce przy stole. Trochę cichsze pomieszczenie. Brak kogoś ważnego. Nikt nie zauważył, świat i czas dalej leciały, ale ja to dostrzegałam - już było inaczej. Widziałam i płakałam nad nieuniknionym. Płakałam cholernie płakałam, nienawidziłam życia, śmierci, całego świata. Chciałam żeby było inaczej..
Niestety wiedziałam jak będzie. Będzie trochę ciszej, trochę smutniej, trochę samotnej. Trochę inaczej.
Niestety wiedziałam jak będzie. Będzie trochę ciszej, trochę smutniej, trochę samotnej. Trochę inaczej.
Zauważyłam u siebie kilka stanów żałoby. Nie chodzi tylko o smutek, który przychodzi falami, ale o różne jego odcienie – gniew, poczucie straty, zmęczenie, a czasem nawet chwilową obojętność. Każdy z tych stanów pojawia się w swoim rytmie i wprowadza mnie w inną przestrzeń. Czasami jestem przytłoczona, czasami tylko obserwuję siebie z boku, próbując zrozumieć, co tak naprawdę czuję.
To jak podróż po nieznanym terenie – uczę się rozpoznawać swoje emocje, nazywać je i akceptować, zamiast uciekać. Zauważyłam, że każdy z tych stanów coś we mnie zmienia, otwiera drzwi do nowych refleksji i pozwala docenić chwile spokoju, kiedy w końcu wraca równowaga. Żałoba nie jest liniowa, nie ma jednego sposobu, żeby ją przejść – i to odkrycie daje mi pewien rodzaj spokoju, mimo że bywa bolesne.
To jak podróż po nieznanym terenie – uczę się rozpoznawać swoje emocje, nazywać je i akceptować, zamiast uciekać. Zauważyłam, że każdy z tych stanów coś we mnie zmienia, otwiera drzwi do nowych refleksji i pozwala docenić chwile spokoju, kiedy w końcu wraca równowaga. Żałoba nie jest liniowa, nie ma jednego sposobu, żeby ją przejść – i to odkrycie daje mi pewien rodzaj spokoju, mimo że bywa bolesne.
niedziela, 5 października 2025
sobota, 4 października 2025
Nigdy nie czułam się naprawdę ładna. Może i dobrze - chyba nawet mi na tym nie zależało. To pewnie oszczędziło mi sporo problemów. Bycie ładnym bywa kosztowne -nigdy nie wiesz, czy ktoś jest z tobą, bo naprawdę cię lubi, czy po prostu podoba mu się to, co widzi.
A tak przynajmniej wiem, że jeśli już ktoś mnie polubi, to za charakter… który wcale nie był dużo lepszy.
Dwóch rzeczy nikt nigdy nie mógł mi odebrać: byłam popieprzona i miałam w sobie to chore poczucie obowiązku pomagania. Zawsze musiałam się wtrącić, musiałam reagować. Dla niektórych to może wyglądać jak coś pięknego, ale w rzeczywistości to też jest wyrzeczenie – oddawanie kawałków siebie, nawet gdy nikt o to nie prosił.
piątek, 3 października 2025
Szukałam miłości, która w tym świecie chyba nie istnieje.
Nie tej z przypadkowych rozmów i pustych spojrzeń.
Szukałam czegoś głębszego - czułości, która nie ucieka, kiedy robi się trudno.
Serca, które czuje, zanim cokolwiek powiem.
Magii - nie tej z bajek, ale tej cichej, prawdziwej.
Zamkniętej w gestach, w byciu obok, w milczeniu, które nie jest puste.
Marzyłam o miłości, która nie musi krzyczeć, żeby była słyszana.
O świetle, które nie gaśnie, nawet gdy świat dookoła przygasa.
To co w życiu przeraża mnie najbardziej, to to, że człowiek jest i nagle go nie ma, znika i uporczywie go nie ma.. Nie wiadomo kiedy, jak i gdzie, czas się nie zatrzymuje, wszystko dzieje się jak zawsze, biegnie wręcz - pędzi dalej. I nie ważne czy jesteś czy już cię nie ma. Upływa, a z nim i my wszyscy.
To słowo „na zawsze” pojawia się w miłości, w przyrzeczeniach, w codziennym mówieniu, ale tak naprawdę oznacza „tak długo, jak mogę, tak długo, jak żyję”.
Dlatego gdy ktoś odchodzi, boli nas nie tylko strata, ale też zderzenie z tym, że „na zawsze” nie znaczy „wiecznie w ciele”. To jest jedno z najtrudniejszych odkryć w życiu – że wszystko jest kruche i przemijające.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)