piątek, 1 maja 2026

Podparłam się ramieniem, uzupełniając rzeczy w pracy. Obok siedziała znajoma. Nagle zadzwonił telefon - to był jej mąż. Lekko na nią spojrzałam i sama z siebie się uśmiechnęłam. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego spokojnego, ciepłego związku. Rozmawiali zwyczajnie. Padło pytanie, co ma przygotować na obiad. Odpowiedziała: ogórkową. Siedziałam obok i dalej się uśmiechałam, trochę mimowolnie. Zauważyła to i z takim lekkim, przyjaznym tonem zapytała: „No co?” Odpowiedziałam tylko: „Fajnie tak…”
Uśmiechnęłam się, oparłam się na fotelu i wróciłam do pracy. Takiego szczęścia życzyłbym każdemu.

Jon Bellion - Guillotine ft. Travis Mendes


Wiem, że musisz odejść.
Nie będę zła.
Jeśli naprawdę musisz idź. Nie zatrzymam cię na siłę, nie będę prosić, żebyś został.
Chcę tylko, żebyś był szczęśliwy. Nawet jeśli to szczęście nie będzie już ze mną.
Nikt nigdy tak naprawdę nie słuchał tego, co mam do powiedzenia.
Słuchali siebie swoich myśli, swoich interpretacji. Mnie… nie słyszeli.
I może właśnie stąd brały się wszystkie nieporozumienia. Z tego, że mówiłam jedno, a ktoś i tak rozumiał coś zupełnie innego.
Z czasem zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Jakby to była norma, coś wpisanego we mnie od zawsze.
Może tak miało być. A może po prostu zawsze byłam trochę niesłyszalna.

tęskniłam za nim i nie umiałam tego zmienić, jedyne co to czas upływał, mijałam

Czasami są takie dni, kiedy jesteś po prostu zwykła.
Nie szczęśliwa, nie zła ,a gdzieś pomiędzy.
Trochę zawiedziona. Trochę bardziej szczera ze sobą. Trochę bardziej smutna.
Takie dni jak dzisiaj. Kiedy jesteś w stu procentach sobą.
Nie udajesz na siłę, że wszystko jest dobrze. Nie zmuszasz się do uśmiechu.
Jesteś zwykła. Prosta. Taka… o.
I może właśnie w tym jest najwięcej prawdy.
Kiedyś pokazał mi piosenkę.
Zwykłą, jedną z wielu a jednak została ze mną do dzisiaj.
Wraca w najmniej spodziewanych momentach. W ciszy, w drodze, gdzieś między myślami.
I choć wszystko inne się zmieniło, ona została taka sama.
Jakby była kawałkiem tamtego czasu, którego nie da się już powtórzyć.
z jednym miał rację, że nie umiałam skleić zdania
znikanie i niedopowiedzenia, ukrywanie się , w tym byłam najlepsza, najlepsza - najgorsza, czasami tak już się dzieje, nawet samo z siebie, nadmiar bodźców, wszystko mnie przytłaczało, sama siebie też przytłaczałam, taka już byłam, ciężka, nawet sama dla siebie - trudna, po prostu trudny zawodnik, kto by to zniósł ?
tęskniłam za nim, to było najbliższe jego spotkanie jakie mogłam doznać w tym życiu, tęsknota, kiedy mówiłam o nim, kiedy myślałam, wydawał się być bliżej niż dalej, niż rzeczywiście był..
Nie byłam z tych dziewczyn, które pierwsze się wyrywają. Nawet jeśli chciałam być bliżej ludzi, to nie potrafiłam się „wcisnąć”, żeby spędzić z kimś czas. Coś mnie zawsze powstrzymywało. Może to przez to, że wiele razy czułam się odrzucona. A może dlatego, że często miałam wrażenie, że moja obecność nic nie wnosi - że nikt jej tak naprawdę nie potrzebuje.

może lepiej było jak się nie wychylałam, jakbym nie żyła, jakby mnie nie było, funkcjonowała sobie po cichu, byłam ale mnie nie było rozumiesz ? robiłam to co musiałam, wracałam do domu i spała, po co mi to wszystko, na co mi to było, może tak było najlepiej, poddać się, najłatwiej, falować, dryfować, być na tym statku moim samemu, kiedy w którymś momencie oddalisz się od ludzi, nie jesteś w stanie wrócić, tak zostajesz, tak jest łatwiej, tak próbowałam sobie wmówić,

czwartek, 12 marca 2026

Męczyło mnie życie w mieście

tego chciałam?

Czułam się jakbym była zakłuta w kajdany, jak niewolnik od momentu podpisania umowy o pracę. Nie tego chciałam, a jednak tego chciałam.

Za beztroskim dniem

A kiedy minął mnie autokar przejeżdżający obok autobusu, zatęskniłam za podróżą, za marzeniami. Za zabawą na szkolnej wycieczce. Za beztroskim dniem. Jakby minęła mi młodość.

Pragnęłam żeby ktoś mnie stąd zabrał, ukradł, pragnęłam uciec.

sens

W pewnym momencie pisanie stało się częścią mnie, napędzało mnie, dawało mi jakiś sens.

poniedziałek, 9 marca 2026

Chciałam być kochana za to jaka jestem, jednocześnie nie chciałam błagać o miłość.

rutyna.

Chciałam przestać być wiecznie smutna, ale to było jakby nieodłączną częścią mnie, jeżeli nie ja ze smutkiem, to z czym? szczęściem? Ale jak być szczęśliwym kiedy nie można wyłączyć nostalgii, świadomości przemijania, dnia migającego między oczami.. rutyna.

Oh być kochaną za to kim się jest, naprawdę.. jak to jest ?

Starałam się trzymać, odważnie wiem.

bolało mnie

nie mogę się pozbyć uczucia bycia niewystarczalną, bycia brzydką, nie idealną, powinnam się cieszyć, że jestem w miarę zdrowa, pal licho już ten ból kręgosłupa, ale kiedy on wracał mam wrażenie, że wracało wszystko, ból sprawiał, że bolało mnie wszystko nawet myśli

kiedyś może nadejść szybciej

Ostatnio łapie się na tym, że coraz częściej myślę o przemijaniu i śmierci, i chyba myślę, że w jakimś stopniu pogodziłam się z faktem , że kiedyś przeminę. A kiedyś może nadejść szybciej niż nam się czasem wydaje.

będzie dobrze

Kiedy mam poczucie lęku, chciałabym, żeby po prostu ktoś mnie przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Miło by było jakby to jeszcze był ktoś bliski. Niestety raczej wszystko trzymam w sobie bo nie lubię być słaba ,ani okazywać, że coś mi dolega. Od zawsze musiałam być silna, ale uczucie, że przy kimś mogłabym być słaba, cóż to byłaby za ulga. Czuć się na tyle bezpiecznie, na tyle zaopiekowanym, czasami chciałoby się, żeby ktoś przejął stery, a statek płynie, jesteś bezpieczna.

O jakiej rzeczy marzysz ?

Ktoś się mnie ostatnio zapytał o jakiej rzeczy marzyłam w gimnazjum, co najbardziej chciałam... 
czego pragnęłam. 
W mojej głowie zabrzmiał śmiech, wiedziałam. 
Nie chciałam rzeczy. 
Chciałam czegoś więcej, żeby moja mama była zdrowa, albo chociaż brała leki i była w miarę szczęśliwa, żeby wszyscy których kocham długo żyli, najlepiej żeby byli nieśmiertelni, nierealne wiem. 
Dziecięce marzenia. 
Żeby byli zdrowi i szczęśliwi, a ostatnie, żeby ktoś mnie pokochał, żeby został, i żeby to było na lata.
Z wzajemnością, nie na chwilę. A najważniejsze, żeby to była zdrowa relacja, a nie związek w którym się człowiek męczy. Nie chciałam rzeczy. Na co mi rzeczy ?

poniedziałek, 23 lutego 2026

tak samo

nikt nas nie uratuje, wszyscy skończymy tak samo, czasem pociesza mnie ten fakt czasem smuci, nie ważne jak nasze życia są różne, wszyscy kończą tak samo
nikt nie uprzedza cię jak szybko mija czas po 16ych urodzinach, jakby mrugniesz już dziesięć lat zleciało i tak leci dalej , świadomie, nieświadomie, nie ważne - szybko przecieka przez palce

Szukam nierealnego w realnym świecie

niedziela, 22 lutego 2026

Mieć tyle

Mieć tyle pieniędzy żeby starczyło na wszystko najważniejsze, nie musieć pracować, tylko spędzać czas jak nam się żywnie podoba, spać do dwunastej, czasem cały dzień, marnować życie tak jak się chce, pracować kiedy się chce, mieszkając na wsi, jakiejś polanie, bez miejskich opar, pośpiechu i konsumpcjonizmu, żyć prosto, ale wartościowo. Żyć z przyrodą, bez setnego takiego samego sklepu co rogu i bilbordów, reklam co kroku.

poniedziałek, 2 lutego 2026

obecność wystarcza

Czasami chciałabym uciec.
Od myśli, od codzienności, od wszystkiego na chwilę.
Ale nie sama tylko z kimś, przy kim cisza jest spokojna, a obecność wystarcza.

Jeśli dom działa tylko dlatego, że jedna osoba się rozpada – to dom nie działa.

piątek, 31 października 2025

Kwiaty po śmierci
Żadna ilość kwiatów na grobie nie cofnie ciszy, 
nie ogrzeje dłoni, których już nie ma. 
Dziwne - dopiero po śmierci przynosimy bukiety, 
jakby spóźnione „przepraszam” mogło zakwitnąć na kamieniu.
 Za życia brakowało nam czasu, słów, gestów. 
Po śmierci - mamy ich aż za dużo.

niedziela, 26 października 2025

Czasami nie trzeba rad, wielkich słów ani rozwiązań. Czasami fajnie, gdy ktoś po prostu cię posłucha.

piątek, 24 października 2025

W październiku było znowu jak dawniej. 
Tylko Jego nie było.
To znaczy był, tylko nie mógł przyjść. 
Tak sobie to ustaliłam. Ustaliłam sobie, że po prostu On nie może być ze mną.
Ale w ogóle jest. Zdarza się, że zapominam o tym i czasami go wypatruję.
Janusz L. Wiśniewski

niedziela, 19 października 2025

Śniłeś mi się dzisiaj,
jak odchodzisz sprzed dziesięciu lat, 
twoje kroki wciąż echem w mojej pamięci, 
a czas jak mgła przykrywa wszystko.
Twój cień przesuwa się między wspomnieniami, a ja stoję nieruchomo, 
trzymając w rękach fragmenty rozmów, które nigdy nie miały się skończyć.
Śniło mi się, że wołałam cię na imię, ale wiatr rozwiał mój głos,
 i choć minęło dziesięć lat, czuję twój dotyk w powietrzu.
Czas leczy rany, mówią ludzie, 
ale noc przynosi twoją twarz, 
i znów odchodzisz, a ja zostaję z pytaniem, 
na które nigdy nie ma odpowiedzi.
Mało kto mówi o tym, że ludzie po trudnym dzieciństwie nie marzą o wielkich rzeczach. 
Często chcą tylko mieć swoje miejsce na ziemi - dom, w którym mogą czuć się spokojnie,
i kogoś, kto ich nie zostawi.
Nie wszystkim chodzi o karierę czy pieniądze. 
Niektórzy po prostu chcą wreszcie poczuć, że są u siebie i że mają kogoś, na kogo mogą liczyć.
Ludzie, którzy przez długi czas nie zaznali miłości - ani od rodziców, ani od nikogo bliskiego - noszą w sobie ciche rany, o których rzadko mówią. Ciężko im zaufać, ciężko otworzyć się przed kimś, bo ich własny umysł zbyt często powtarzał: „zostawią cię”, „nie jesteś wystarczający”. 
A przecież problem nigdy nie był w nich - tylko w świecie, który nie potrafił dać im ciepła, jakiego potrzebowali. Wszyscy powtarzają: „pracuj nad sobą”, i to prawda, rozwój jest ważny. Ale chcę, żebyś wiedział, żebyś wiedziała - nie istnieje żadna definicja tego, kiedy, jak ani kto cię pokocha. Miłość nie przychodzi wtedy, gdy jesteś „naprawiony”. Nawet twoja najgorsza wersja zasługuje na to, by być kochaną.

niedziela, 12 października 2025

Kiedyś cieszyła nas chwila. Dziś, zanim ją poczujemy, już próbujemy ją nagrać.

piątek, 10 października 2025

Nagle odechciało mi się jeść. Nie dlatego, że byłam najedzona, ani dlatego, że coś było nie tak z jedzeniem. Po prostu… przestało smakować. Wiedziałam, że obrażanie się na jedzenie nie ma sensu - przecież ono niczemu nie jest winne. To tylko ja, coś we mnie, co się zacięło. Kiedyś każdy kęs miał w sobie jakąś radość, obietnicę ciepła i spokoju. A teraz? Wszystko takie nijakie, jakby ktoś wyciszył smak życia. Może to właśnie przez życie - potrafi tak czasem przygasić apetyt, nie tylko ten na jedzenie, ale i na wszystko inne. Czasami za dużo problemów i zmartwień. Czasami po prostu wszystkiego jest za dużo - problemów, zmartwień, myśli, które nie chcą się uciszyć. Człowiek niby żyje dalej, ale w środku jakby trochę milknie.
Kiedy jesteśmy młodzi myślimy że świat należy do nas, nie należy do nikogo, nawet do nas samych.
Rozpadał się deszcz, mnie nie przeszkadzało czy zmoknę, czy jadłam,
 smutek świadomości przemijania powrócił.
Czasem człowiek po prostu czuje, że wszystko wymyka się spod kontroli 
- zbyt wiele spraw, zbyt dużo emocji, zbyt mało siły, żeby to wszystko unieść.
Czasami chciałabym, żeby ktoś mnie po prostu przytulił na chwilę, na dłużej - wszystko jedno. 
Żeby powiedział, że to minie. Że jeszcze będzie dobrze.

czwartek, 9 października 2025

Wszyscy się spieszą i niestety ja też.
Lubiłam czasem jeździć autem bez celu. 
Droga była prosta, a Ty jechałeś przed siebie - jakbyś wiedział, dokąd zmierzasz, 
choć żadne z nas nie miało mapy. 
Ja nie miałam nawet prawa jazdy.

środa, 8 października 2025

Bolało mnie serce, chyba już miałam dość.